Sprawdź miejsca, gdzie kręcono filmy

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Gazeta.pl

Środek Zalewu Zegrzyńskiego, statek pasażerski, w tle brzegi Narwi, na pokładzie wygrzewa się kilkunastu pasażerów: "Nuda. Nic się nie dzieje, proszę pana. W ogóle brak akcji jest".
Statek wyruszył z Torunia w podróż do Gdańska, nigdy tam nigdy nie dotarł. Trafił za to na Zalew Zegrzyński, który przepłynął kilkanaście razy - po to, by nakręcić absurdalny film, który dziś określany jest mianem "kultowy". Statek nazywał się "Neptun", a płynęli nim nijacy Mamoń i Sidorowski oraz pewien kaowiec.

- Powód nakręcenia "Rejsu" właśnie tutaj, na Zalewie Zegrzyńskim, był dość banalny. Pod koniec lat 60. trwała susza i poziom Wisły, gdzie zamierzano realizować film, był bardzo niski. Do tego stopnia, że wiele statków wycieczkowych nie mogło pływać. A "Neptun" musiał płynąć, taki był sens filmu - opowiada Marek Szymański, dziennikarz, pasjonat filmu i autor książki "Polska na filmowo. Gdzie kręcono znane filmy i seriale".

Płynął więc w okolicy Płocka, gdzie Wisła jest nieco głębsza, ale większość zdjęć nakręcono na zaledwie sześcioletnim wówczas Zalewie Zegrzyńskim.

Gdzie znikał Himilsbach

To właśnie tu odbywa się słynny dialog między inżynierem Mamoniem, czyli Zdzisławem Maklakiewiczem, a Sidorowskim - Janem Himilsbachem. Na tle zegrzyńskiej prochowni z 1907 r. i ośrodka wypoczynkowego Polskiej Agencji Prasowej rozprawiają o kondycji polskiego kina, w którym tylko "nuda i nic się nie dzieje".

Z ową nudą ekipa filmowa walczyła niczym ze stonką ziemniaczaną. - Mieszkańcy Białobrzegów do dziś wspominają historie związane z pobytem twórców "Rejsu", którzy bawili się w tamtejszej restauracji w hotelu Mazowsze. Z ich opowieści wynika, że była to nad wyraz wesoła kompania, a w knajpie wcale nie było tak smętnie jak na filmowym pokładzie - mówi Szymański.

Reżyserowi lubił znikać na długie godziny Jan Himilsbach, z zawodu kamieniarz. Podobno z powodu zachwytów nad nietypowymi nagrobkami znajdującymi się w okolicy. Marek Piwowski nierzadko musiał go osobiście odbierać z komisariatu. - Do historii okolic zalewu przeszedł Himilsbach biegający w stroju pirata. Już po zakończeniu zdjęć do ostatniej sceny, balu maskowego, szukał knajpy, w której mógłby się napić - opowiada Szymański.

Filmowy "Neptun", a w rzeczywistości "Dzierżyński", pozostał na zalewie do dziś. Dokładnie na jego dnie. - Wycofany już z obsługi ruchu turystycznego statek został zdemontowany i pocięty na kawałki. W takim stanie został zatopiony w zalewie nieopodal portu w Jadwisinie - mówi Szymański.

Marta gra Hermana

Maklakiewicz nad Zegrze wrócił w 1970 r. - w roli typa spod ciemnej gwiazdy, doktora Plamy w "Hydrozagadce". - Plany przeniesienia za pomocą odparowania i pomyślnych wiatrów ogromnych mas wody z Polski do Kaburu, kraju tajemniczego maharadży rodzą się właśnie nad Zalewem Zegrzyńskim. - Maklakiewicz i grający maharadżę Roman Kłosowski, którego "widok wody przyprawia o zawrót głowy", rozmawiają na przystani, która była ówczesnym ośrodkiem PAP w Zegrzu. W tle majaczy most w Zegrzu - mówi Mirosław Pakuła, członek zarządu stowarzyszenia Gmina Serock Łączy i historyk regionu.

W mokrej robocie na zalewie uczestniczyła jeszcze jedna postać - krokodyl Herman. Reagujące jedynie na polecenia w języku niemieckim zwierzę grała aligatorzyca Marta z płockiego zoo. - W tym roku obchodziła 83. urodziny i podobno jest najstarszą zwierzęcą gwiazdą filmową w Polsce, jeśli nie w Europie - zaznacza Marek Szymański.

Filmowcy z usług Marty korzystali nie tylko w czasie kręcenia zdjęć. - Ekipa spała na jednej z wysepek na zalewie. Zdarzało się, że podpływali do niej chuligani. Do walki z nimi filmowcy zaangażowali aligatorzycę. Nie wiem, czy ją wypuszczali, czy tylko pokazywali, ale chuligani spuścili z tonu - opowiada Szymański.

T-34 obudowane dyktą

Filmowcy odkryli Zegrze jeszcze przed powstaniem zalewu. W 1959 r. przyjechał tu Andrzej Wajda, by nakręcić "Lotną", opowieść o polskiej kawalerii walczącej w kampanii wrześniowej. - Większość zdjęć powstała na poligonie w Skubiance - mówi Pakuła. - W filmie zagrały również Umocnienie Duże Twierdzy Zegrze, rozlewiska Narwi, pola koło Zegrzynka, dworek Szaniawskiego. W "Lotnej" świetnie widać jego front i wnętrza. Ma to szczególną wartość, bo dworek spłonął w latach 70. i dziś można oglądać jedynie jego ruiny.

Wajda z ekipą zatrzymali się w Oficerskiej Szkole Łączności w Zegrzu, a tuż przed nią stanęły czołgi T-34 obudowane dyktą, by przypominały te niemieckie. - Podchorążowie z tej szkoły brali udział w filmie jako statyści - mówi Pakuła.

Obite tekturą czołgi to niejedyne T-34, które jeździły nad zalewem. W latach 60. pojawił się tu "Rudy 102". - Nad Zalewem powstały dwa odcinki "Czterech pancernych". W jednej ze scen Gustlik przebiera się za generała i z Honoratą ucieka przed Niemcami w wozie generalskim. Mieszkańcy okolicy bez problemu rozpoznają tereny między Białobrzegami a Rynią. W tym odcinku pojawia się również most zwodzony we wsi Wolica, który stoi do dzisiaj. Oczywiście zwodzony był tylko dzięki filmowym sztuczkom - mówi Szymański.

I "Pokłosie", i "Gulczas"

- Latem 2011 r. odebrałem telefon do Mai Włodarczyk z produkcji "Pokłosia". Szukała fortu w okolicach Warszawy. Od razu pomyślałem o Forcie Małym w Zegrzu - opowiada Pakuła.

Następnego dnia w Zegrzu pojawili się reżyser Władysław Pasikowski i operator Paweł Edelman. Do filmu trafiło mniej więcej sześć minut nakręconych na terenie Fortu Małego, który udaje tutaj starą garbarnię, gdzie główny bohater Franciszek Kalina poszukuje śladów przeszłości. - Fragment drogi, po której idą Franciszek i lekarka Justyna, został specjalnie na potrzeby filmu pokryty brukiem, potem rozebranym, by nie naruszać wyglądu fortu - wspomina Pakuła.

W ostatnich latach nad zalew zjechał również Jan Kidawa-Błoński, by nakręcić jedną ze scen do "Skazanego na bluesa". Filmowy Rysiek Riedel przemierza na koniu dziką plażę w Nieporęcie. - W tle widać nawet bar Barka, który działa do dziś - mówi Pakuła. Nad zalewem powstawały również mniej wyszukane produkty popkultury. Na początku XX w. pojawili się tu bohaterowie pierwszego polskiego reality show, by wraz z Jerzym Gruzą nakręcić komedię "Gulczas, a jak myślisz...". Marek Szymański: - Powstało tu zapewne znacznie więcej filmów i seriali, o których nawet nie wiemy. Wspomnieć można jeszcze "Dom", "Siostry", "Londyńczyków". Wiadomo: jak potrzebna jest woda, reżyserzy jadą nad Zalew Zegrzyński. A ten potrafi zagrać właściwie wszystko.
Źródło: warszawa.gazeta.pl