Sprawdź miejsca, gdzie kręcono filmy

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Andrzej Haliński

Filmowe miejsca: Łąck, Biedrusko, Pieskowa Skała, twierdza Modlin, Biskupin, Zaborów, Nieborów

Opowiada Andrzej Haliński, scenograf filmowy:

- Łąck w „Ogniem i mieczem” pojawił się wyłącznie w scenie pojedynku między Wołodyjowskim a Bohunem. Potrzebny był las i skraj jeziora, bo pan Hoffman tak tę scenę widział: bohaterowie wpadają do wody i chlapią się. A ponieważ był tam dogodny dojazd oraz zaprzyjaźniony dyrektor stadniny, więc postanowiliśmy pojechać do Łącka.

O wiele ważniejszy był poligon w Biedrusku. Większość akcji z „Ogniem i mieczem” właśnie tam powstawała. M.in. w ruinach kościoła, które wykorzystaliśmy do nakręcenia ucieczki pana Zagłoby i Heleny przed Bohunem. Przede wszystkim jednak stanęła tam dekoracja całego Zbaraża – największa i najważniejsza scenografia filmu. Grał też teren wokół. Wiele dużych scen tu powstało – przejazdy, jasyr. Trochę później w tym samym miejscu zjawiła się ekipa filmu „Dowód życia” Taylora Hackforda, w którym zdjęcia robił Sławomir Idziak. Na planie był Russel Crowe, wtedy tuż przed „Gladiatorem”. Dokładnie w miejscu Zbaraża wyjeżdżały czołgi sowieckie, waląc w Czeczeńców. Ruiny kościoła grały świątynię gdzieś na Bałkanach, w okna wstawiono witraże. Nawet polska scenograf tego fragmentu filmu dzwoniła do mnie, pytając jakie kolory mają bałkańskie witraże, a potem się okazało, że to wszystko, co powstawało w Biedrusku będzie czarno-białe.

- Zamek w Pieskowej Skale pojawia się jedynie w jednej z ostatnich scen „Ogniem i mieczem”, kiedy król oczekuje niecierpliwie wieści ze Zbaraża. Z tego planu zapamiętałem Marka Kondrata, który grał władcę. Miał tylko jeden dzień zdjęciowy. Przyjechał o 7 rano, został ucharakteryzowany, dostał perukę z długimi lokami i… siedział w niej do godziny 23 w miejscowej kawiarni. W tym czasie zjadł ze złości pół stolika i łyknął troszeczkę tych loków. Dlaczego tak długo czekał, by wejść na plan? Może sprawiły to kłopoty z filmowym pocałunkiem… Między parą głównych bohaterów jakoś się nie układało. Nie iskrzyło.

- W Ojcowskim Parku Narodowym ulokowaliśmy tajną kryjówkę Horpyny. Do jaskini prowadziło przejście, które obłożyliśmy sztucznymi czaszkami. Były też porozkładane kości, jak mówiła Horpyna, „niepotrzebnych gości”. Jak kręci się w naturalnej jaskini?
Trudno, po pierwsze konie nie moły tam wejść, a musiały. Trzeba było użyć specjalnych koni huculskich, które mogły się wspinać. Poza tym było pieruńsko zimno i ciemno. Wszyscy wychodzili poobijani, bo zanim operator porozstawiał światła, mijała całkiem spora chwila.
Efekt wart był takich starań? Oczywiście. Tyle tylko, że Amerykanie by sobie taką jaskinię zbudowali na hali. Ale nasz budżet był pseudoamerykański.

- Biskupin zagrał w pełni dopiero w „Starej baśni”, w „Ogniem i mieczem” był jedynie „dokrętką” do Czehrynia, gdzie się w ogóle zaczyna się cała historia. Dla nas ta miejscowość łączy się z paroma przygodami. Po pierwszych jesiennych zdjęciach kręconych w Sierpcu, w pięknej złotej jesieni, pojechaliśmy do kolejnego skansenu, tym razem położonego na południu Polski, przy samej granicy z Czechami. Miejscowość nazywa się Zubrzyca Górna, leży niedaleko Zawoi, gdzie mieliśmy nocleg. Żeby się dostać na plan, trzeba było przejechać przez bardzo wysoką, jak na tamte tereny, górę leżącą między Zubrzycą a Zawoją.

Kiedy kładliśmy się spać była złota piękna jesień. Następnego dnia budzimy się rano, odsłaniam zasłony i co widzę? Pół metra śniegu. Co robić? A Hofman mówi: Kręcimy w śniegu a potem się zobaczy. I świetnie to wyszło. Później jednak trzeba było do tego filmowego Czehrynia jakoś się dostać. Posłużyła nam do tego brama w Biskupinie. Na ekranie wjeżdżamy przez nią a wyjeżdżamy… w Zubrzycy, tylko, że tym razem, w czasie zdjęć musieliśmy robić sztuczny śnieg. W Biskupinie powstawały też sceny z Siczy Zaporoskiej, m.in. pojmanie Skrzetuskiego przez Kozaków. Bardzo miło wspominam tamte zdjęcia. Później na skutek tak sympatycznego traktowania przez dyrekcję zdecydowaliśmy się całą „Starą baśń” robić w rejonach Biskupina. Przy okazji bardzo żeśmy się przyczynili do rozwoju infrastruktury skansenu. Zbudowaliśmy, według wszelkich zasad budowlanych, a nie jak dekorację, część murów, zagrodę Wisza, dwór Popiela. Teraz fragmenty te są już rozebrane, ale przez jakiś czas stanowiły niemałą turystyczną atrakcję.

- Był jeszcze jeden piękny obiekt – zalew na Ropie, który nam posłużył za Dniepr. Ropa to rzeka na południu Polski, przepływa przez Gorlice. Mieliśmy tam konie huculskie ze stadniny w Gładyszowie. Niedługo przed naszymi zdjęciami na Ropie postawiono tamę, rzeka rozlała, wokół były pagórki i bardzo szerokie coś, co wyglądało na rzekę, bo się wiło. Kiedyś, przejeżdżając do stadniny, spojrzeliśmy w prawo: Co to za szerokie jezioro a może rzeka? Niech to będzie nasz Dniepr”. Oczywiście pan Hoffman na początku się wzbraniał, znając prawdziwy Dniepr, ale uznał, że w Polsce nic lepszego nie znajdziemy a nad prawdziwym Dnieprem kręcić się nie da, o czym mogliśmy się obaj przekonać, przygotowując się do filmu „Taras Bulba”, który nigdy nie powstał . Wtedy jednak spędziliśmy parę miesięcy w tamtym rejonie i dopiero jak zobaczyłem rozmiar prawdziwego Dniepru, zrozumiałem pytania, bynajmniej nie miłe, które mi zadawano w Kijowie, po pokazie „Ogniem i mieczem”: Czy kiedykolwiek Dniepr widziałem, bo to co widać na ekranie to jakieś jeziorko a nie wielka rzeka.

- „Rodzina Połanieckich”. Głównym obiektem były… hale zdjęciowe w Łodzi. Tam stały wszystkie mieszkania – od biur Połanieckich przez ich mieszkanie itd. Dwie duże hale były zajęte na okrągło. Natomiast dworek, stanowiący początek i romantyczne zakończenie historii – ten, który Stach oddaje Maryni, najpierw odebrawszy go rodzinie – znaleźliśmy tuż pod Łodzią. To piękny modrzewiowy obiekt w Łękach Kościelnych. Znajduje się w katalogu zabytków, ale jako własność PGR-u strasznie jest zaniedbany. Leży na małej wysepce, więc musieliśmy zbudować mostek, żeby się do niego dostać. Wyrzuciliśmy wszystko ze środka i „zrobiliśmy” go na nowo ale otoczenie było tego warte. Pasowało do tej słodkiej opowieści jak „…. strzelił”. W Pałacu Poznańskich nie kręciliśmy żadnych zdjęć za to w Pałacu Scheiblera, w którym znajduje się obecnie Muzeum Kinematografii, popełniliśmy troszeczkę
filmowe oszustwo. Wielu ludzi, nawet fachowców się nabrało.

Zdjęcia do serialu mieliśmy m.in. w Wenecji. Tam państwo Połanieccy udają się w podróż poślubną, pływają sobie gondolą. Jest też scena, kiedy szczęśliwa młoda żona, w peniuarze wybiega po nocy poślubnej na balkonik na Kanale Grande i ma całą panoramę przed sobą Wenecji. I na tym balkonie podziwia tę Wenecję po czym przechodzi przez zasłonkę i znajduje się w sypialni w… Pałacu Scheiblera. Balkon należał do konsulatu polskiego, było tam biuro konsula. Udostępniono nam je bez problemu. W ogóle Wenecja okazała się miejscem bezproblemowym dla ekipy filmowej. Chcecie kręcić w Pałacu Dożów? Proszę bardzo. Płacicie 100 USD i jest wejście. Do koni Napoleona, na górę, przy San Marco? Również Nie było żadnych problemów i to jeszcze w lecie, kiedy pełno turystów.

W Walewicach powstał jedynie epizod – już nie pamiętam tych wszystkich koligacji, która ciotka była z kim. W każdym razie zagrał tam pałac – w środku. Andrzej Precigs, grający poetę, romantyka, nagle dostaje ogromny spadek po swoim wuju, to się dzieje w Walewicach i stamtąd nagle, wszedłszy biedakiem, wychodzi człowiekiem bogatym.

- „Rodzina Połanieckich” i „Kariera Nikodema Dyzmy”. Wszystkie naturalne plany znajdowały się „ w zasięgu wzroku”, czyli w Łodzi lub jej okolicach. Podobnie, jak „Lalka” czy „Kariera Nikodema Dyzmy”. Większość produkcji powstawała wtedy w Łodzi, zwłaszcza te duże, historyczne, ale od czasu do czasu trzeba było od czasu do czasu uwiarygodnić, że jesteśmy w Warszawie i np. w „Lalce” pan Bronisław Pawlik chodził po Krakowskim Przedmieściu w miejscach, w których można było to fotografować, żeby pokazać kawałek Warszawy. Wykorzystaliśmy taki moment, ze do filmu „Sekret Enigmy” (i serialu „tajemnica Enigmy – przyp. red.) Romana Wionczka powstał w Łodzi w Parku na Zdrowiu, w skali 1;1, budowany chyba przez pół roku, cały Pałac Saski. Czyli to, co teraz jest fragmentem znanym jako Grób Nieznanego Żołnierza. Został odtworzony łącznie z pomnikiem księcia Poniatowskiego, który dziś znajduje się przed Pałacem Prezydenckim a wtedy stał przed Pałacem Saskim. Pięknie to było wszystko wykonane, chociaż w filmie tego za bardzo nie widać. Ponieważ co pewien czas podglądałem, jak tam się roboty posuwają, więc jak zaczynaliśmy nasz serial, mówię do mojego, już nieżyjącego przyjaciela Jana Szymańskiego, kierownika produkcji: Janku, może by porozmawiać z produkcją tamtego serialu, bo lepszego uwiarygodnienia Warszawy, niż np. przejazd wzdłuż Pałacu Saskiego, nie będzie. Na propozycje przystano, w zamian za to, że my dekorację rozbierzemy. I dzięki temu mamy takie ujęcia w serialach: „Karierze Nikodema Dyzmy” i w „Rodzinie Połanieckich”.

W „Rodzinie…” bardzo ładnie prezentowały się Łazienki: i Pałac na Wodzie, i teatr, i alejki. Stach spacerował „tam i nazad”, łabędzie pływały, panna zagniewana na niego jeździła w tą i z powrotem itd. Grała jeszcze ulica Mariensztat – nie plac a właśnie ulica, jednostronna, z dobrymi kamienicami. I była piękna willa w Konstancinie-Jeziornej, nie istniejąca już. Jeden z najładniejszych zabytków secesji. Należała do właściciela papierni. Miała wspaniałą werandę i była częścią historii filmu. Allan Starski robił tam np. sceny w Bangkoku w „Smudze cienia”, mnie służyła w „Rodzinie Połanieckich”, gdzie była letnim domem wspólnika Połanieckiego. Potem w czeskim filmie „Słona Róża” wystąpiła jako willa malarza, niby w Czechach. Nawet kiedyś jakiś angielski film do niej zawitał, bo jego twórcy uznali, że podobny obiekt można by spokojnie znaleźć w Anglii. Willa była więc bardzo międzynarodowa. I ta weranda, i freski w środku były objęte nadzorem konserwatorskim, ale werandę rozebrano i taka okaleczony budynek nie robi już wrażenia. I pojawiła się tam jakaś hurtownia kafelków…

- Bardzo dużo dekoracji zbudowaliśmy na hali – wnętrza, gabinety, mieszkania – ale głównym obiektem był pałac w Zaborowie, obecnie w prywatnych rękach. To jest niedaleko Warszawy, w drodze do teoretycznego miejsca urodzenia Chopina. Zaborów był siedzibą Niny, którą Dyzma podbiera oszustowi, granemu przez Bronisława Pawlika. To był bardzo wdzięczny obiekt – miał staw, romantyczny park, willę. Ta sama willa w Zaborowie zagrała w „Lalce” siedzibę rodu. W tym przypadku była wybrana z pełną premedytacją produkcyjną ale i z przymrużeniem oka, ponieważ to nie ta epoka. Obiekt jest dużo późniejszy i historycznie nie bardzo się do „Lalki” nadawał, ale staraliśmy się go tak fotografować, by niektóre rzeczy „nie bolały”. Natomiast do Dyzmy, jako nowobogacka siedziba był, jak strzał w dziesiątkę, ponieważ oryginalnie willa powstała na przełomie wieku. Zbudowano ja dla bankiera rosyjskiego.

Ulice w „Dyzmie” w większości były łódzkie. Nawet początek – kino, głodny, pałętający się bohater, domy mody… to wszystko jest na łódzkiej ulicy Moniuszki. Jedna kamienica warszawska – z rogu Alej Ujazdowskich i Wilczej – pojawia się w scenie, w której Dyzma wychodzi, wsiada do samochodu i na tym skończyły się warszawskie plany.
„Kariera…” to był początek naszej współpracy z panią Ewą Braun, naszą słynną  laureatką Oscara, naszą „złotą Ewą” i od tamtej pory nie rozstaliśmy się chyba z lat osiem, w pracy oczywiście, aż do momentu mojego wyjazdu z kraju na lat wiele.

- Nieborów to przepiękny pałac barokowy. Bardzo dużo się tu działo – we wszystkich trzech serialach. W „Dyzmie” grał tylko ogród, ale jak „grał” ¬ – to tu rozgrywały się słynne sceny z ratlerkiem Brutusem a Pokora z Wilhelmim stworzyli „duet egzotyczny”. Ich spotkanie na ławce nie da się zapomnieć. Trzeba było ekipę wyrzucić z planu ponieważ wszyscy się „gotowali”, co chwilę ktoś parskał śmiechem, tak grali. To był koncert. Nie tak łatwo mnie rozśmieszyć, ale nawet teraz, kiedy po latach oglądam ten fragment, również rechoczę. To scena majstersztyk. Wystarczy, że Pokora spyta: A jak się osoba nazywa?

- Radziejowice w „Karierze Nikodema Dyzmy” grały miejsce, w którym znudzone arystokratki urządzają orgię. Cała akcja teoretycznie rozgrywała się w naturalnych wnętrzach. Naprawdę sceny te kręcone były w hali, natomiast przed pałacem w Radziejowicach odbywała się kawalkada kabrioletów.

- „ C. K. Dezerterzy”. Całą pierwszą część zdecydowaliśmy się robić w twierdzy w Modlinie. Wtedy jeszcze mieszkali tam żołnierze. I od tego filmu zaczęła się moda na Modlin. Wiele produkcji potem tam powstało. Zespół koszar tworzy podkowę. Poza dwiema czy trzema dekoracjami na hali np. węgierskiego zamtuza czy mieszkania Mitzi, gdzie rozgrywa się scena otwierająca film, w której pan Kondrat z panią Gornostaj znajdują się pod łóżkiem a pajacyk na górze podskakuje – to jest również dekoracja. Zbudowana na hali w WFDiF przy ul. Chełmskiej. Kierownikiem produkcji był Zygmunt Król, zasłużony nestor kierowników produkcji a on się nie ruszał z Warszawy. Reżyser Janusz Majewski też już nie był zainteresowany kręceniem poza stolicą, więc zostaliśmy na miejscu. W ten sposób część wnętrz zbudowaliśmy w WFDiF, ale większość zdjęć – w tym wszystkie sceny w salach żołnierskich, przed koszarami, w środku, na placu – była już realizowana w twierdzy Modlin. Część scen w drugiej części powstało też Budapeszcie.

- Dlaczego twierdza Modlin jest tak filmowa? Poza kształtem budynków koszar, przypominających obwarzanek, ma jeszcze fantastyczne wnętrza, które można pokazać na różne sposoby. Na dodatek całkowicie opuszczone. Do tej pory można je z powodzeniem wykorzystywać. Niedawno kręciliśmy tam sceny do „Czasu honoru”. W tejże samej podkowie było też zaaranżowane paryskie mieszkanie Mickiewicza z filmu „Pan Tadeusz”. W oknie, przy którym w „C. K. Dezerterach” stał Wiktor Zborowski z Krzysztofem Kowalewskim, potem stanął Krzysztof Kolberger i mówił „Inwokację” . W serialu „Przeprowadzki”, stworzyłem tu przytułek dla emigrantów, a w innej części szpital. W drugiej części „Czasu honoru” część obiektu udawała klasztor. To wielofunkcyjny obiekt.
Szkoda, że naszych oczach niszczeje.

- „Królowa Bona”. To głównie Wawel… odtworzony na hali. Wnętrza wszystkich komnat tam powstały . Jedynie krużganki, dziedziniec i kawałek katedry filmowaliśmy w Krakowie, reszta to hala, w której trzeba było wykonać wszystkie elementy wystroju – meble, arrasy itd.
Ale już wnętrza zamku, w którym zatrzymywała się królowa Bona, objeżdżając litewskie włości, adaptowaliśmy w Malborku. I w Gołuchowie. Bardzo ładnie posłużył nam też Lidzbark Warmiński – wnętrza kręciliśmy w zamku biskupów warmińskich, w refektarzu głównym, a fasada została sfilmowana na Litwie, w Trokach.

- „Sztos”. W Malborku zakpiliśmy sobie nieco z propagandy lat 50-60. Jako człowiek z Wrocławia byłem na chowany na hasłach: „Byliśmy, jesteśmy, będziemy”. W związku z tym na środku Malborka też postawiliśmy takie ogromne hasło, pod którym nasi główni bohaterowie, grani przez Jana Nowickiego i Czarka Pazurę przechodzą, a tam właśnie można przeczytać: „Byliśmy, jesteśmy, będziemy”. Pytanie tylko kogo to dotyczy, bo pod tym samym napisem wędruje również wycieczka niemiecka, pod wodzą Leona Niemczyka. Nasz ukochany i niezapomniany epizodysta, grał przewodnika grupy. Niemcy idą zwiedzać Malbork ale wcześniej zostają „przekręceni” przez naszych bohaterów, czyli mają w kieszeni fałszywki pieniędzy. Malbork był w tym filmie ozdobnikiem. Grał głównie Sopot – od Grand Hotelu przez różne sopockie wille. Mieliśmy też zdjęcia niby na Mazurach, przez które jadą nasi dwaj oszuści. Tymczasem wszystko kręciliśmy w okolicach Warszawy. Za miasteczko mazurskie posłużył Pułtusk. Okoliczne lasy i stawiki udawały pejzaż krainy tysiąca jezior, część „sopockich” willi też znaleźliśmy w Warszawie. To był bardzo przyjemny w realizacji film.

Spisała: Jolanta Gajda-Zadworna