Sprawdź miejsca, gdzie kręcono filmy

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Sławomira Łozińska

Filmowe miejsca: Łódź i okolice, Soczewka, Warszawa, Zakopane, Czerwińsk, Pułtusk
Opowiada Sławomira Łozińska, aktorka:

Czy pamięta pani gdzie były kręcone plenery „Daleko od szosy”?
- Oczywiście, że pamiętam. Z „Daleko od szosy” pamiętam prawie wszystko. Sekwencje z moim udziałem były kręcone przede wszystkim wokół Łodzi i pod Płockiem. W tym pierwszym przypadku były to miejscowości na samych obrzeżach miasta. Te wioski w czasie kiedy powstawał serial, czyli w połowie lat 70., były nieprawdopodobnie zapuszczone. Myślę, że zamieszkiwali je, tak jak to się wtedy nazywało, chłoporobotnicy, inaczej mówiąc ni to, ni sio. I żeby znaleźć na potrzeby serialu taką największą biedę trzeba było jej szukać właśnie najbliżej miasta. Pamiętam, że okolice dalej od Łodzi, w kierunku Rawy Mazowieckiej były już znacznie bardziej gospodarskie i zadbane. Natomiast podłódzkie miejscowości, im bliżej miasta tym były bardziej zapuszczone i biedne. Gdy zaś mówimy o okolicach Płocka, to powstałe tam sekwencje (między innymi pamiętna scena z pluciem pestkami, czy plenery w sadach czereśniowych) nakręciliśmy nad jeziorem w Soczewce. Tamte miejscowości dla odmiany były bardzo zadbane i zasobne, bo okolicę zamieszkiwali tak zwani „badylarze” i „prywatna inicjatywa”. I rzeczywiście tam było zamożnie, po gospodarsku i bardzo ładnie. Zdjęcia do serialu powstały także na Śląsku, m.in. w słynnym wtedy na całą Polskę Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie. Sądzę, że serial „Daleko od szosy” w dużym stopniu odwzorowywał ówczesną rzeczywistość, pokazywał bowiem biedę ludzi nazywanych wtedy chłoporobotnikami, którzy z jednej strony już nie mieli kultu przywiązania do ziemi, a z drugiej to co ofiarowywało im miasto też nie było niczym wyjątkowym ani wystarczająco dobrze płatnym czy dającym jakiś prestiż. I, prawdę mówiąc, obserwowanie tego zjawiska nie było szczególnie budujące. Nawiązując do Śląska poza plenerami „Daleko od szosy”, pamiętam także powstałą tam przepiękną dekorację od początku do końca wybudowaną na potrzeby serialu „Blisko coraz bliżej”, zresztą autorstwa tego samego reżysera - Zbigniewa Chmielewskiego. Tamże w szczerym PGR-owskim polu odtworzono jak skansen prawdziwą śląską wieś, taką jak ona mogła wyglądać w latach, w których się działa akcja filmu. Z żurawiami, chatami krytymi strzechą, opłotkami…

Czy ta filmowa wieś ciągle istnieje, jako obiekt do zwiedzania na przykład? Tak czasami bywa z dekoracjami filmowymi…
- Nie, tej wsi już nie ma, ponieważ to była dekoracja, na którą składały się tylko fronty zabudowań. Pamiętam, że bardzo trudno było się tam dostać, a ekipę filmową dowożono traktorami. Wyglądało to trochę jak wyspa w szczerym polu umiejscowiona tak, aby było w filmie widać horyzonty, więc kiedy padał deszcz czy zaśnieżyło to trzeba nas było stamtąd pospiesznie ewakuować.

Wracając do „Daleko od szosy”, czy pamięta pani nazwy miejscowości, w których mieściły się gospodarstwa Leszka i Bronki?
- To było pod Lipinami. Kiedy wyjeżdża się z Łodzi w kierunku Warszawy, po drodze mija się Brzeziny, a następna miejscowość to właśnie Lipiny i wokół nich kręciliśmy owe wiejskie plenery. Na przykład położony przy drodze, a widoczny w serialu GS-owski pawilon handlowy, obok którego Leszek spotyka Bronkę po raz pierwszy po zabawie, na której ją poznał, istnieje w Lipinach do dzisiaj i czasami koło niego przejeżdżam.

Czy gospodarstwo, w którym mieszkała filmowa Bronka było autentyczne, czy zbudowano na potrzeby serialu dekorację?
- To było autentyczne gospodarstwo. Mało tego, nawet wnętrza, w których kręciliśmy, były prawdziwe.

Gdzie był położony dom filmowego Leszka - czy była to ta sama miejscowość?
- Tego dokładnie nie pamiętam, ale myślę, że w obrębie kilku kilometrów były inne zagrody, które zostały sfilmowane. Były to jednak z pewnością miejscowości położone nie dalej niż piętnaście czy dwadzieścia kilometrów od Łodzi. Natomiast wszystkie sekwencje, nazwijmy to „rekreacyjne” i ukazujące urodę krajobrazu powstały w innej części Polski, bo pod Płockiem, czyli we wspomnianej wcześniej Soczewce.

Czy to prawda, że historia Leszka pokazana w „Daleko od szosy” oparta jest na autentycznym życiorysie?
- Tak, to prawda, ta postać istnieje naprawdę. Nawet niedawno rozmawiałam z Krzysztofem Stroińskim (serialowy Leszek, przyp. redakcji), który odwiedzał swoich rodziców w Bielsku i po tej podróży przekazał mi pozdrowienia od Leszka. Zapytałam, o jakiego Leszka chodzi i okazało się, że Krzysztof cały czas utrzymuje kontakt z pierwowzorem swojej filmowej postaci. Ów pan teraz mieszka w Bielsku - Białej i pracuje w tamtejszej fabryce samochodów. Natomiast prawdziwa Bronka od samego początku nie chciała utrzymywać kontaktu, może ze względu niezbyt przyjemne wspomnienia. Wiem, że podobno założyła rodzinę.

Zagrała pani Bronkę tak sugestywnie, że nawet podobno podejrzewano panią - rodowitą Warszawiankę - o bycie tzw. „naturszczykiem” i autentyczne wiejskie pochodzenie.
- O „naturszczykowstwo” to mnie podejrzewano od samego początku. Na jednym z festiwali filmowych zapanowała nawet kiedyś spora konsternacja kiedy się okazało, że jestem zawodową aktorką. To był okres kiedy w polskim filmie pojawił się Zbigniew Buczkowski, zagrał kilka świetnych ról, m.in. w „Dziewczynach do wzięcia” i zapanowała moda na naturszczyków. Nawiasem mówiąc, jako Bronka grałam w tym samym płaszczyku, w którym Ewa Szykulska wystąpiła w „Dziewczynach do wzięcia”. Tutaj warto powiedzieć, że Ewa, której partnerowali prawie sami amatorzy, fantastycznie się wcieliła w postać wiejskiej dziewczyny, tym bardziej że trudno jest jej zarzucić to, że prywatnie jest osobą prostacką, taką jaką zagrała w tym filmie. W dodatku w „Dziewczynach do wzięcia” udało jej się ukryć swoją wielką urodę, rzekłabym wręcz porażającą. Pamiętam, że kiedyś jako bardzo młoda dziewczyna, chyba jeszcze na pierwszym roku szkoły teatralnej, zobaczyłam ją na ulicy. Szła jasność i to była właśnie Ewa Szykulska. A w „Dziewczynach do wzięcia” tak znakomicie wtopiła się klimat filmu i owo naturszczykowstwo.

Tak jak pani w filmową Bronkę
- Pewnie pomógł mi płaszczyk.

Czy jako rodowita Warszawianka oglądając jakiś film zwraca pani uwagę na plenery dziejące się w Pani mieście?
- Zwracam na to uwagę i to dużą. Nie jestem może aż varsavianistką, ale zostałam laureatką Nagrody Miasta Stołecznego Warszawy i czuję bardzo silny patriotyzm związany z tym miastem. Staram się sprzeciwiać stereotypowi, że Warszawa jest brzydka. Zawsze powtarzam, że to nie sztuka kochać Kraków czy Toruń, sztuką jest kochać Warszawę. I zawsze w filmach zwracam uwagę na to, jak się niektóre miejsca w moim mieście zmieniły, jakie puste były kiedyś ulice, jak wtedy wyglądały neony, dekoracja sklepów... Ja przecież pamiętam czasy kiedy nie było Rotundy, nie było Hotelu Forum, a zamiast Smyka był Cedet. Ba, pamiętam nawet ruiny w Warszawie, kiedy wyburzano cały kwartał, w którym powstał później Hotel Forum, obecnie Novotel. Pamiętam też powojenne mieszkanie, w którym mieszkałam z rodzicami. Ono w czasie wojny nie było zrujnowane tylko wypalone, odmalowano je później na chybcika, ale i tak mojemu dzieciństwu towarzyszył zapach spalenizny, który utrzymał się nawet lata po wojnie w całym domu. Pamiętam także jeszcze dzikie Pola Mokotowskie, gdzie w ciepłe dni ściągała połowa miasta. Mam też wspomnienia z okresu, kiedy jeszcze można się było kąpać w Wiśle bez ryzyka złapania w wodzie jakiegoś choróbska.

Ma pani w Warszawie swoje ulubione miejsca?
- To zależy od pory roku, ale też od tego, czy na przykład odkrywam je na nowo i na nowo się z nimi zaprzyjaźniam. Jako osobę z lewobrzeżnej Warszawy zawsze fascynowała mnie Praga.
Oczywiście Praga to kiedyś przede wszystkim były Ciuchy i bazary, na które się jeździło, żeby kupić ubrania. Teraz natomiast fascynuje mnie to, co się dzieje wokół odbudowy i rewitalizacji Pragi. To jak Praga się fajnie zmienia, ale jednocześnie zachowuje swój specyficzny klimat. Kiedy tamtędy czasami przejeżdżam wspomniane zmiany budzą moją ogromną ciekawość i nawet się zastanawiam, czy by się tam nie przeprowadzić. Natomiast, chociaż od 23 lat mieszkam na Ursynowie, dopiero teraz zaczynam oswajać tę dzielnicę. Zwłaszcza rejony położone w kierunku Kabat, będące takim nowoczesny architektonicznie miastem, zaczynają mi się coraz bardziej podobać. Pomimo, że na początku i przez wiele lat później szczerze nienawidziłam tego Ursynowa. W Warszawie szczególnie zachwyca mnie to, co zwraca także uwagę wszystkich przyjezdnych, czyli wspaniała zieleń. Jej bujność, dorodność drzew, są nieporównywalne z innymi miastami. Począwszy od jej fasadowości w zawsze pięknie udekorowanych, reprezentacyjnych miejscach w stolicy po lokalne, osiedlowe podwórka.

Wracając do filmowych miejsc chciałabym panią zapytać o to, gdzie była kręcona „Granica”? Czy pamięta Pani filmowy dworek Ziembiewiczów?
- To w ogóle jest bardzo fascynująca historia. Ów dworek znajduje się bowiem, bądź znajdował (bo nie wiem, czy jeszcze istnieje, jako że był to zabytek) jakieś 500 metrów od mojego obecnego domu na Ursynowie. Z tego, co pamiętam należał on do tak zwanej części zabudowy wilanowskiej i był położony zaraz przy murze wyścigów konnych na Służewcu ,w tej chwili jest tam ulica Poleczki. Dworek był już wtedy dosyć zrujnowany, ale miał doprawdy wspaniały starodrzew, i jak mi się wydaje, w latach 70. miał on też jakiegoś właściciela. Nie wiem, czy są jeszcze resztki tego dworku, ale z pewnością ciągle jest tam jeszcze ten starodrzew. Tyle jeśli chodzi o dom rodzinny Zenona Ziemkiewicza. Natomiast pozostałe sekwencje „Granicy” powstały w Lublinie i w Nałęczowie. Prawie wszystko było autentyczne, a nie kręcone w dekoracjach. Dom, w którym mieszkał Ziembiewicz wraz z żoną (Andrzej Seweryn i Krystyna Janda, przyp. red.) to była na przykład autentyczna willa Józefa Becka w Nałęczowie. W latach 70. znajdowało się tam jakieś górnicze sanatorium. W tej chwili jest tam jakieś bardzo ekskluzywne SPA.

Inny film z pani udziałem „Hotel klasy Lux” powstał w …?
- Powstał w Hotelu Kasprowy w Zakopanem. Pamiętam jego szczególną niedostępność. Film kręciliśmy w 1979 roku i w tamtych latach w kraju była już straszna bieda i niedostatek wszystkiego, a Kasprowy stanowił symbol nieprawdopodobnego luksusu. Pamiętam wspaniałą hotelową restaurację z wyszukanym menu, gdzie dosłownie „wyżeraliśmy” wszystko, co było w karcie. Mieszkaliśmy oczywiście gdzieś prywatnie u górali, a do Kasprowego chodziliśmy tylko na czas zdjęć. Wtedy był taki luksusowy i niedostępny, a kilka lat temu byłam w Zakopanem, przejeżdżałam koło niego i powiedziałabym raczej, że jest teraz dosyć zapyziały. Chyba, że coś się ostatnio zmieniło.

Gdzie powstał „Klucznik” Wojciecha Marczewskiego?
- Ja w tym filmie miałam tylko jedną scenę i kręciliśmy ją w autentycznym starym młynie w Szymanowie pod Warszawą, na terenach klasztornych Ojców Franciszkanów.

Gdzie rozgrywała się akcja „Planety Krawiec”?
- Plenery do tego filmu powstały w Pułtusku, a wnętrza zostały nakręcone w hali filmowej na Chełmskiej w Warszawie. Pułtusk był wtedy (1983 rok) bardzo zapyziały i z powodzeniem mógł zagrać małe prowincjonalne miasteczko z lat 50. Teraz Pułtusk to już zupełnie inne miasto, z Domem Polonii i Szkołą Humanistyczną. Zresztą niektóre sekwencje serialu „Alternatywy 4” też tam powstały, te w których dozorca Anioł wyjeżdżał stamtąd do Warszawy.

Chciałbym też zapytać o leśniczówkę z „Rykowiska”, w którym to filmie zagrała pani filmową żonę Romana Wilhelmiego.
- Leśniczówka była autentyczna i znajdowała się w ścisłym rezerwacie przyrody pod Hajnówką. Gdzieś w połowie drogi między Hajnówką a Białowieżą. Wspaniałe, malownicze plenery.

Czy pamięta pani miejsca, w których powstawała pierwsza polska telenowela, czyli pamiętny „Labirynt”?
- Mieszkanie mojej bohaterki znajdowało się na ulicy Rozbrat, w kamienicy, w której mieszka Tomasz Stańko, na wysokości siedziby SLD przy ulicy Szarej. To był bardzo ładny apartament w oficynie. Były też zdjęcia w hali z dekoracjami, która znajdowała się w pomieszczeniach dawnego kina w Rembertowie.

Gdzie był kręcony „Cwał” Zanussiego?
- Plenery do „Cwału” powstały w Czerwińsku pod Wyszogrodem, gdzie są naprawdę bardzo ładne okolice. Były też zdjęcia kręcone w domu opieki na ulicy Stalowej, na warszawskiej Pradze. To był autentyczny dwukondygnacyjny drewniany dom i tam znajdowała się biblioteka, w której pracowała matka Huberta, czyli głównego bohatera filmu.

„Dług” Krzysztofa Krauzego powstał…?
- „Dług” był kręcony w domu na ulicy Litewskiej w Warszawie. W autentycznym mieszkaniu, nawiasem mówiąc należącym do pary historyków teatru. W starym budynku, zbudowanym jeszcze chyba w latach 50., który się ciągnie od Litewskiej do Marszałkowskiej.

A gdzie leży filmowa „Plebania”?
- Filmowa plebania leży, jadąc od Warszawy, w następnej miejscowości za Sulejówkiem. Część zdjęć do serialu powstaje w hali na ulicy Dominikańskiej koło Dominikanów, a część właśnie w okolicach Sulejówka.

Które z filmowych plenerów, w których wzięła pani udział, pamięta Pani najlepiej?
- Najprzyjemniejsze wspomnienia mam oczywiście z „Daleko od szosy”, bo to był mój pierwszy film. Ale utkwiły mi także w pamięci zdjęcia do „Gwiazd porannych”. Był to film, który kręciliśmy w bardzo mocnej obsadzie aktorskiej w warunkach zimy stulecia 1979 roku, kiedy to wydarzyła się tragedia z wybuchem w warszawskiej Rotundzie. Cała nasza ekipa filmowa została wtedy „zakopana” w śniegu pod Sokołowem Podlaskim. Pamiętam, że aby nas stamtąd wydostać, poproszono o pomoc wojsko. Zapamiętałam również plenery do filmu „Seans” (1978 r), który kręciliśmy na kompletnie wtedy zrujnowanym krakowskim Kazimierzu. I to jest niesamowite, że ten Kazimierz, który teraz jest tak pięknym i urokliwym miejscem, był wtedy jeszcze taką kompletną ruiną.

Rozmawiała: Izabella Jarska

Fot. Remigiusz Romaniuk