Sprawdź miejsca, gdzie kręcono filmy

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Krzysztof Dzierma

Filmowe miejsca: Sokółka, Supraśl, Tykocin

Opowiada Krzysztof Dzierma, odtwórca roli księdza Antoniego w serii „U Pana Boga…”:

- Akcja trzech filmów „U Pana Boga…” dzieje się w miasteczku Królowy Most. Co ciekawe, nie jest to miejsce fikcyjne, bo istnieje na Podlasiu wieś o tej nazwie. Nie przypomina jednak tego, co można zobaczyć na filmie. W rzeczywistości Królowy Most to kilka domów i cerkiew. Natomiast na ekranie można zobaczyć zabudowania Sokółki, Supraśla i Tykocina. Większość scen nakręcono w Sokółce. Tam zlokalizowane są: kościół, plebania, pasieka, wędzarnia i przykościelne ogrody. Komendę policji zagrał budynek starej poczty w Supraślu. Jej wnętrza w pierwszej części kręcono pod Warszawą. Sytuacji, gdy fasada i wnętrza budynku kręcone były w dwóch różnych miejscach, zdarzało się więcej. Gdy szedłem do piwniczki na plebanii, na schody wchodziłem w Sokółce, a docierałem do Cytadeli Warszawskiej. W samym Królowym Moście były kręcone jedynie sceny przy drodze, gdzie była widoczna tablica z nazwą miejscowości.

- Turyści chętnie jednak odwiedzają tę wieś, a gdy przyjeżdżają, zaczynają pytać o rynek, czy komendę. Trudno im uwierzyć, że filmowe miasteczko, to w rzeczywistości tylko kilka chat. Niestety lokalne władze nie wykorzystują w ogóle tego, że w tych rejonach powstawały znane filmy. Turyści przyjeżdżają do Sokółki, czy Supraśla i nawet nie wiedzą, że przechodzą obok filmowego kościoła albo komendy.

- W serii „U Pana Boga…” występuje wielu mieszkańców tamtych okolic. Ja sam nie jestem aktorem, tylko kompozytorem w Białostockim Teatrze Lalek. Wiele innych postaci było również granych przez osoby, które po raz pierwszy wystąpiły w filmie. Mieszkańcy byli bardzo zadowoleni i dumni, że w ich miejscowościach powstawał znany film. Atmosfera była więc bardzo miła. Ludzie na Podlasiu są gościnni i ciepli, dlatego ekipy nie spotykały z ich strony żadne nieprzyjemności. Odbiór filmów „U Pana Boga…” w tych rejonach był bardzo różny. Niektórzy byli zachwyceni, jak pięknie pokazano Podlasie, inni z kolei wyrażali niezadowolenie, że pokazano tylko stare chaty, a nie nowoczesne gospodarstwa. Ale zawsze ktoś będzie niezadowolony. Ludzie dają się nabrać temu, co widzą na ekranie, dlatego zdarza się, że biorą mnie za prawdziwego księdza. Kiedy kręciliśmy sceny w kościele w Sokółce podeszły do mnie dwie kobiety, które statystowały w filmie. Były trochę zdziwione i stwierdziły, że chyba nie jestem księdzem z tej parafii, bo nigdy mnie tu nie widziały. Odpowiedziałem więc, że jestem z Królowego Mostu, co rozwiało ich wątpliwości. Innym razem zaczepiła mnie kobieta, która chciała zamówić u mnie mszę.

- Podczas zdjęć miało miejsce wiele zabawnych wydarzeń. W „U Pana Boga za miedzą” proboszcz Antoni obchodzi 60. urodziny. Powiedziałem więc Jackowi Bromskiemu, że mam przecież dopiero 50 lat. Szybko jednak mi wyjaśnił: - Idź do charakteryzatorni, zaraz będziesz miał 60. W ostatniej części najeździłem się też tak dużo na rowerze, jak chyba nigdy. Czasu było mało, a scen do nakręcenia z moim udziałem bardzo wiele. I zawsze gdy już miałem iść do domu, okazywało się, że trzeba jeszcze nakręcić mój przejazd na rowerze w różnych sceneriach. Jeździłem więc w te i z powrotem, dlatego po kręceniu tego filmu byłem zmęczony znacznie bardziej niż po poprzednich.

Wysłuchała: Beata Krowicka
Fot. Wikipedia