Sprawdź miejsca, gdzie kręcono filmy

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Adam Woronowicz

Filmowe miejsca: Warszawa, Bydgoszcz
Opowiada Adam Woronowicz, aktor:

Gdzie był kręcony film „Popiełuszko”?
- W dużej mierze był kręcony w Warszawie m.in. w kościele Św. Stanisława Kostki na Żoliborzu, na tamtejszej plebanii oraz na Krakowskim Przedmieściu (tuż przed remontem)… Puściliśmy się również w dwutygodniowy objazd po Polsce. Były Bartoszyce, Dębki nad morzem, Gdańsk, Włocławek …

Jak pan wspomina sekwencje kręcone w kościele Stanisława Kostki?
- W czasie zdjęć część mszy odbywało się w dolnej części kościoła. Było to ułatwione ze względu na okres wakacyjny, w którym kręciliśmy te sekwencje. Wielkiej pomoc udzielił nam w tym względzie ksiądz proboszcz Zygmunt Malacki i w ogóle episkopat warszawski. Do kościoła Stanisława Kostki wpuszczono nas na ponad dwa tygodnie i mogliśmy tam całymi dniami kręcić, nawet „duże” sceny z kilkuset statystami. Wnętrza kościoła Św. Stanisława Kostki poza drobnymi szczegółami praktycznie nie zmieniły się od czasów ks. Popiełuszki, toteż scenografowie nie musieli się specjalnie namęczyć, żeby im pezywrócić dawny wygląd z lat 80. i stanu wojennego.

Jak udało się udało odtworzyć szczególny klimat mszy ks. Popiełuszki?
- Kiedy przeglądaliśmy różnego rodzaju materiały związane z ks. Jerzym wśród nich były filmy z mszy nakręcone przez zagraniczne telewizje lub prywatne osoby. I oglądając je wyczuwało się tę wyjątkową atmosferę związaną ze szczególnym czasem, w którym się owe ceremonie odbywały. Później, już podczas kręcenia sekwencji związanych z mszami „Za ojczyznę”, czasami czuliśmy, my aktorzy i ekipa, że dotykamy spraw szczególnych dla wielu ludzi, którzy jeszcze żyją i pamiętają tamten czas. To robiło wrażenie na nas wszystkich. I rzeczywiście musze powiedzieć, że chociaż w zawodzie aktora staramy się panować nad swoimi emocjami (żeby te emocje udzielały się raczej widzom niż nam) to i ja i koledzy, którzy ze mną grali doświadczyliśmy swoistego rozedrgania i wyczuwaliśmy pewien rodzaj emocji, które temu towarzyszyły. Były nawet momenty wzruszenia, niezwykle piękne, gdy ludzie, którzy przyszli statystować (a wielu z nich uczestniczyło w autentycznych mszach ks. Jerzego) podchodzili do nas, dziękowali, że ten film w ogóle powstaje i mówili, że poczuli się przez moment tak jak w wtedy. Oczywiście to nie były te same msze „Za ojczyznę’, jest inny czas, ja nie jestem ks. Jerzym tylko aktorem, który go zagrał… ale przez chwilę jakby coś im się przypomniało. I teraz nie wiadomo, czy tak silne były emocje, które im w tamtych czasach towarzyszyły, czy ja tak dobrze zagrałem… trudno powiedzieć. Najpewniej to wszystko razem gdzieś się spotkało. Ale staraliśmy się, żeby to nie było nachalnie podane tylko przypominało delikatne „chodzenie”. Bo biorąc pod uwagę całe zamierzenie i tematykę filmu lód, po którym przyszło nam chodzić był cienki. Wydaje mi się, że w podobnych przypadkach trzeba być bardzo delikatnym i czujnym, żeby po prostu nie popaść w przesadny patos, czy niezamierzony banał. Bo bardzo łatwo jest przegrać takie tematy.

Uważa się, że jest pan niezwykle podobny fizycznie do ks. Popiełuszki. Może stąd te emocje?
- Podobieństwo może rzeczywiście jest, ale wbrew pozorom nie ma ono nic wspólnego z postacią, którą się kreuje. Ono pomaga, ale nie determinuje zmagań z graną postacią. Zresztą jakby się dobrze przypatrzeć, to owo podobieństwo jest dosyć powierzchowne. Ks. Jerzy był niższej postury, miał inny nos, inaczej osadzone oczy niż ja… Zresztą jego mama powiedziała mi, że tylko z daleka go przypominam. Nawet trochę się obawiałem przed pierwszym z nią spotkaniem, żeby przypadkiem nie spowodować u niej jakiegoś niezamierzonego wzruszenia, ale powiedziała, że wcale nie jestem podobny, więc kamień spadł mi z serca. Uznałem, że mama wie, co mówi. Po prostu ksiądz Jerzy był jeden, niepowtarzalny. A aktor jest tylko narzędziem, które ma oddać klimat tamtych czasów i przybliżyć jego postać najlepiej jak potrafi. Dlatego tym bardziej mnie to dotykało, jako aktora, kiedy podczas zdjęć w kościele ludzie podchodzili do mnie i mówili, że dziękują bardzo, bo rzeczywiście poczuli się przez moment tak jak wtedy.

Czy zdjęcia do filmu powstały też w mieszkaniu księdza Popiełuszki?
- To były dwa niewielkie pokoje z malutką łazienką, która pełniła jednocześnie rolę kuchni.
Zostało ono wybudowane w hali zdjęciowej, gdzie odwzorowano je 1:1 (może było troszeczkę większe, ale szczegóły bardzo wiernie odtworzono) łącznie z tym wszystkim, co było widoczne na zdjęciach. Zadbano nawet o akcesoria, których wraz z upływem czasu przybywało w mieszkaniu księdza Jerzego. Na przykład znaczki Solidarności, które zbierał, różne rzeczy, które przynosili mu w prezencie ludzie. I to wszystko zostało fantastycznie przez scenografów odtworzone.

Czy miał pan okazję aby na własne oczy zobaczyć również prywatne mieszkanie księdza Jerzego?
- Wielokrotnie. Ksiądz Jerzy obok lokum przydzielonego na plebanii miał także własne mieszkanie na ul. Chłodnej, które w stanie niezmienionym istnieje do dzisiaj. Miałem okazję kilkakrotnie je odwiedzić. Jest to mieszkanie, które księdzu Popiełuszce udało się kupić za pieniądze, które otrzymał od cioci Mary ze Stanów Zjednoczonych. Później oczywiście wykorzystywano to jako element propagandy przeciwko niemu i władze zarzucały mu, że nabył je w nieuczciwy sposób, co bardzo go smuciło. Mieszkanie jest w zasadzie kawalerką, gdzie duży pokój przedzielono na dwa małe pokoiki z otwartą kuchenką. Należy ono do rodziny, ks. Jerzego , która mam wrażenie nie chce się go pozbyć i pozostawiła je w niezmienionym kształcie. Wciąż jeszcze tam stoją jego książki z zakładkami, które w nie włożył i z odręcznymi notatkami. Było to miejsce, w którym ksiądz Jerzy, zanim jeszcze władza i służby bezpieczeństwa się dowiedziały, że on czymś takim dysponuje, mógł się na chwilę schronić i odpocząć od pracy w parafii. Niestety później również tam go śledzono, uczyniono tam prowokację. Sceny, w których Popiełuszko jest aresztowany i podrzucono mu fałszywe materiały kręciliśmy w autentycznym wnętrzu. Właśnie w mieszkaniu ks. Jerzego na Chłodnej, na warszawskim osiedlu Za Żelazną Bramą.

Gdzie jeszcze, w autentycznych miejscach pobytu ks. Jerzego powstawały sekwencje „Popiełuszki”?
- Obok kościoła Stanisława Kostki, tamtejszej plebanii i prywatnego mieszkania ks, Jerzego kręciliśmy także w jednej z części seminarium warszawskiego. Ono wprawdzie przeszło pełny remont wnętrz i w środku wygląda teraz trochę inaczej niż w tamtych czasach, ale samo zewnętrze i mury się nie zmieniły. Zdjęcia powstały także w kościele środowisk medycznych Res Sacra Miser na Krakowskim Przedmieściu. Mała kapliczka, kościółek w zasadzie, gdzie kręciliśmy sceny ostatniej spowiedzi oraz sekwencje związane z jedną z ostatnich mszy, którą ksiądz Jerzy odprawił tuż przed swoim tragicznym uprowadzeniem i śmiercią w kościele Wizytek. W filmie „zagrało” także nadbrzeże Warszawy koło mostu Śląsko - Dąbrowskiego. Nocne sekwencje stanu wojennego były natomiast kręcone w okolicach ulicy Żelaznej oraz Placu Bankowego. Wykorzystaliśmy także sądy warszawskie (w Al. Solidarności, przyp. red.) gdzie jest „słynna” sala, w której nakręcono już wiele filmów. Tam powstały sekwencje procesu robotników i wyprowadzenia ks. Jerzego. Natomiast stary komisariat w Piasecznie, zagrał nam złej sławy komisariat na ul. Jezuickiej (miejsce, gdzie zabito Grzesia Przemyka, przyp. redakcji), który teraz już nie istnieje. Zdjęcia kręciliśmy także w warszawskiej hucie (dawniej Huta Warszawa, obecnie Huta ArcelorMittal Warszawa, przyp. red.) Ona się oczywiście bardzo zmieniła. Teraz nie pracuje tam już tyle osób ile kiedyś pracowało (był taki czas, że było tam kilkadziesiąt tysięcy pracowników, obecnie jest ich około 900). Jednak jest tam jeszcze dawna część huty ze starą walcownią, do której nas wpuszczono.

To było niesamowite, bo tam rzeczywiście niewiele się zmieniło, włącznie z wyposażeniem z lat 80. Było to bardzo ciekawe doświadczenie, bo mogłem przebywać w miejscach, w których gdyby nie ten film, pewnie bym się nigdy nie znalazł. Mogłem też spotkać ludzi, którzy pamiętają tamten czas, czyli robotników, którzy do dzisiaj stoją przy grobie księdza Jerzego i pełnią służbę Totus Tuus (zresztą w pewien sposób przez niego samego założoną). Było to związane z pierwszą wizytą Jan Pawła II w Polsce. Władza zgodziła się na tę wizytę, ale nie dała jej stosownej ochrony i na trasie przejazdu Papieża w ogóle nie było mundurowej milicji. Więc ksiądz Jerzy zadbał o prawidłową organizację włącznie ze służbą medyczną. Widzieliśmy nawet plan mszy na Placu Zwycięstwa, gdzie w poszczególnych sektorach wpisywali się chętni do pomocy lekarze i pielęgniarki. I to wszystko było zorganizowane przez księdza Jerzego, co zrobiło na nas bardzo duże wrażenie. Popiełuszko oczywiście był później obecny na tej mszy i pomagał w tym aby przebiegała bez zakłóceń. „Zagrał” też oczywiście Plac Zwycięstwa. Tutaj zastosowano fantastyczny efekt komputerowy, gdzie niedostrzegalnie dla oka stworzyliśmy pewną sekwencję: od podejścia od Grobu Nieznanego Żołnierza w pewnym momencie kamera się odwraca i „wchodzi” w autentyczne zdjęcia z tamtego okresu. I tego „przeskoku” ma ekranie w ogóle nie widać.

Potem jeszcze była kolejna pielgrzymka w 83 roku. Ksiądz Jerzy dostał wtedy zaproszenie na spotkanie z Ojcem Świętym na ulicy Miodowej w kościele Ojców Kapucynów, gdzie Papież spotkał się ze środowiskami twórczymi (m.in. z mamą zamordowanego Grzesia Przemyka, Barbarą Sadowską). Ksiądz Jerzy bardzo chciał pójść na to spotkanie, ale Służba Bezpieczeństwa go tam nie wpuściła. Więc tak naprawdę nigdy miał okazji widzieć się z Papieżem, chociaż bardzo marzył o tym spotkaniu. Okazuje się, że tak się potoczyły losy, że to Papież przyjechał na to spotkanie do niego.

Czy sekwencje uprowadzenia kręcone były w autentycznym miejscu tego wydarzenia?
- Nie, z względów logistycznych kręciliśmy te sceny pod Warszawą. Na trasie na Radzymin, odbijając z niej w bok. Niestety nazwy miejscowości nie pamiętam.

Jakie na panu zrobił wrażenie widok grobu księdza Popiełuszki?
- Ja to miejsce odwiedziłem wcześniej dwa razy zanim zaproponowano mi rolę w filmie „Popiełuszko”. Raz pojechaliśmy na pielgrzymkę Niepokalanów - Warszawa, kościół Św. Stanisława Kostki. Byłem wtedy ministrantem, w 4 lub 5 klasie szkoły podstawowej. To było jakieś dwa, trzy lata po śmierci księdza Jerzego i wtedy tego grobu albo jeszcze nie było, albo był tak przykryty kwiatami, że nie dało się zobaczyć i odczytać płyty nagrobka. Była za to nieprawdopodobna liczba transparentów i kwiatów tam złożonych. Później jeszcze tata mnie zabrał na pielgrzymkę za ojczyznę. Toteż gdzieś ta świadomość we mnie była. Kiedy jednak myślę o postaci księdza Jerzego nie zatrzymuję się na jego grobie. Bo w przypadku tak uduchowionych ludzi grób jest tylko miejscem złożenia doczesnych szczątków, a on sam jest w innej rzeczywistości. Tak naprawdę to w jakiś sposób ten grób stanowi znak zwycięstwa. Jest wszak w kształcie krzyża, o którego istnienie ksiądz Jerzy tak zabiegał i który unosił podczas mszy.

W ostatecznym rozrachunku zło zwyciężyło tylko na chwilę, ale na koniec zostało pokonane dobrem. I męczeńska śmierć księdza Jerzego stała się symbolem tego zwycięstwa. Tak ja na to patrzę i ten grób jest dla mnie takim właśnie symbolem. Zresztą wracam tam czasami także od czasu zakończenia zdjęć do „Popiełuszki”. Ostatnio w Dniu Wszystkich Świętych (bo to jest Dzień Wszystkich Świętych, a nie jak to się powszechnie mówi Wszystkich Zmarłych) bo nie ma chyba lepszego momentu, żeby odwiedzić grób księdza Jerzego. Gdy staje się przy jego grobie, ktoś wierzący lub kierujący się jakimiś wartościami ma świadomość ku czemu ma życie człowieka zmierzać, w jakim podążać kierunku. Dlatego zawsze staję przed tym grobem nie tyle z zadumą czy smutkiem, bo on mnie nie smuci, tylko ze świadomością, że w ostatecznym rachunku to on odniósł zwycięstwo. Ważne, żeby w tym wszystkim nie zgubić przesłania księdza Jerzego, czyli przede wszystkim tego aby nie nienawidzić. Bo w osobie księdza Jerzego mamy do czynienia z kimś rzeczywiście wyjątkowym - drobnym chłopcem z Podlasia, który był wątły, chorowity, ale silny duchem i który dobrowolnie pozwolił, aby go zmiażdżyły tryby historii. Nie był typem polityka w sutannie. Był bardzo skromnym kapłanem, nie żył okazale, nie chciał niczego dla siebie. Chciał natomiast jak najwięcej dobra dla ludzi, którzy go otaczali. Być może trochę naiwnie, ale w czysty sposób uważał, że jest możliwe pojednanie a zło można pokonać dobrem. Ale pokonać w dobrym znaczeniu tego słowa, nie zabić lub unicestwić, tylko ufać, że to zło może przejść na stronę dobra.

Tak myślał i dlatego nie przestał mówić prawdy a potem wyruszył w tę swoją ostatnią drogę, bo uważał, że kiedy się spotka twarzą w twarz to dobro zwycięży. I to jest niesamowite w jego postawie - że poszedł do końca. Był kapłanem do końca. To oczywiście nie oznacza, że każdy ksiądz ma oddać swoje życie w ofierze. Ale jest to przykład na to, że bycie kapłanem, czy wtedy, czy teraz jest czymś wyjątkowym, jeśli człowiek jest do tego powołany. Nawiasem mówiąc to powołanie księdza Jerzego było widać już wtedy, kiedy składał podanie do seminarium duchownego, gdy napisał w nim: „Proszę o przyjęcie mnie do seminarium duchownego, gdyż czuję pociąg do tego zawodu”. To piękne, bo mówi o jego szczerości i duchowej czystości.

Ale dla ówczesnej władzy ten jego silny duch był niebezpieczny
- Najciekawsze jest to, że kiedy się dzisiaj czyta kazania księdza Jerzego, to widać, że one były pisane w bardzo socjalistycznym duchu. I ich paradoks polega na tym, że obnażały zakłamanie tamtego systemu, który jawił się jako otwarty na robotników, ich trud i niedolę, na jedność robotniczo - chłopską, ale w praktyce nie realizował żadnego z tych postulatów. I nagle się okazało, że ksiądz Jerzy to genialnie w swoich kazaniach demaskował, nawołując do uczciwego i sprawiedliwego podziału dóbr, do braterstwa, do wzajemnego szacunku.

Czy pamięta pan z planu „Popiełuszki” jakieś niezwykle wydarzenie?
- Kręciliśmy w kościele Braci Męczenników w Bydgoszczy (czyli w miejscu, gdzie ks. Jerzy odprawił ostatnią mszę przed porwaniem i śmiercią). Wraz z obecnym na planie konsultantem do spraw liturgicznych na podstawie zachowanych zdjęć ustalaliśmy typ ornatu, w którym kapłan odprawił tę ostatnią w swoim życiu eucharystię. Wtedy obecny przy tym proboszcz parafii poszedł do kaplicy pamięci, która znajduje się przy głównym ołtarzu i wyciągnął z gabloty oryginalne szaty liturgiczne ks. Jerzego. Zachowały się dzięki siostrze zakonnej, która pomagała ks. Popiełuszce po odprawionej mszy rozebrać się z tych szat i potem je odłożyła na bok. Kiedy następnego dnia rano dowiedziała się o jego uprowadzeniu natychmiast je ukryła. Od tamtej pory nikt ich nie nałożył, ale tym razem ksiądz prałat powiedział, że chce abym w nich wystąpił. Bardzo mnie to poruszyło i musiałem walczyć z silnym wzruszeniem, które mnie wtedy ogarnęło. Później oczywiście były i inne emocjonujące momenty, ale chwilę, kiedy wkładałem te szaty rzeczywiście będę szczególnie pamiętał.

Chciałabym pana jeszcze zapytać o inny historyczny film, w którym Pan wystąpił, czyli o „Generała Nila”.
- Kręciliśmy w Warszawskich sądach oraz w budynku Ministerstwa Zdrowia na ulicy Miodowej, czyli w słynnym Pałacu Paca. W tym ostatnim miejscu powstały sceny narady składu sędziowskiego, który orzekł karę śmierci dla Gen. Nila. Jeśli chodzi o sąd - zdjęcia powstawały zarówno na korytarzach jak i na salach sądowych oraz na schodach. To tyle jeśli chodzi o sceny, w których występowałem. Wiem, że wiele sekwencji tego filmu powstawało w oryginalnych miejscach opisywanych wydarzeń, jak na przykład zamach na Kutscherę w Alejach Ujazdowskich. Ale ja kręciłem tylko w tych dwóch miejscach, które wyżej wymieniłem.

Wokół miejsca pochówku Generała Nila do dzisiaj są niejasności.
- To się teraz stopniowa zaczęło trochę wyjaśniać. Kiedy film był kręcony były już pewne podejrzenia, co do miejsca pochówku generała Nila. Później sprawa „wybuchła” i coraz więcej pojawiało się informacji na ten temat. Jest duża kwatera na wojskowym cmentarzu Powązkowskim, gdzie bezimiennie chowano ofiary zamordowane w więzieniu na Rakowieckiej i gdzie wraz z innymi najprawdopodobniej leży również Nil. To miejsce bardzo wyraźnie widać na Powązkach, nikt tam teraz nie jest chowany i stoi tabliczka informująca o tym, że najprawdopodobniej jest to zbiorowy grób ofiar zbrodni dokonanych w mokotowskim więzieniu. Jest to smutne i dobrze by było aby trafiła się jakaś inicjatywa by wreszcie ekshumować pogrzebanych tam ludzi i złożyć ich szczątki w normalnych grobach.

Gdzie powstało „Torowisko’?
- Film był kręcony pod Łodzią i w trochę samej Łodzi. W pierwszym przypadku było to w jakimś rozpadającym się PGR - rze i w jego okolicach. Stały tam w pobliżu takie dwa nędzne bloczki. Taki trochę „księżycowy” krajobraz. Dojmujący i przykry. Nie wiem co się tam teraz mieści.

Pamięta pan, gdzie powstały zdjęcia do odcinka „Kryminalnych”, którym Pan wystąpił?
- Komisariat był kręcony na Mokotowie, w budynkach studia filmowego. Natomiast pozostałe sekwencje powstały w Lesie Kabackim.

Rozmawiała: Izabella Jarska

Fot. Mirosław Ganiec