Sprawdź miejsca, gdzie kręcono filmy

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

"...bo nic tak nie przyciąga jak dobry film". Rozmowa z Burmistrzem Lubomierza

Data publikacji: 2011-08-26

 

Marta Hoffmann: Panie Burmistrzu, spotykamy się z okazji jubileuszowego, XV Ogólnopolskiego Festiwalu Filmów Komediowych w Lubomierzu. Jakie są Pana wspomnienia z minionych festiwali?

Wiesław Ziółkowski: Uczestniczyłem we wszystkich edycjach Festiwalu. Burmistrzem jestem dopiero od trzech lat, ale wcześniej miałem zespół muzyczny "Sami swoi" i pisałem piosenki, którymi otwieraliśmy festiwal. Traktuję to wydarzenie bardzo emocjonalnie. Jako że muzyka jest dla mnie równie ważna, jak film, najbardziej zapadł mi w pamięć ubiegłoroczny koncert muzyki filmowej Wojciecha Kilara.
MH: Jak układa się współpraca miasta z Festiwalem i jak ocenia pan aspekt promocyjny Festiwalu dla Lubomierza?

WZ: Lubomierskie Lato Filmowe to nasza impreza sztandarowa o zasięgu ogólnopolskim. Zaczęło się od filmu "Sami swoi", kręconego w naszym mieście, choć zamysł Festiwalu powiązanego z trylogią Sylwestra Chęcińskiego był późniejszy, od powstania filmu do pierwszej edycji minęło 30 lat. Wydaje mi się, że pomysł był trafiony. W pewnym sensie uhonorowaliśmy film, który okazał się obrazem kultowym, a Kargul i Pawlak stali się symbolami polskiej komedii. Postanowiliśmy wypromować Lubomierz dzięki "Samym swoim", bo nic tak nie przyciąga jak dobry film.

MH: A co dzieje się poza Festiwalem w związku z wzajemną promocją miasta i filmu?

WZ: Powstało muzeum Kargula i Pawlaka, bardzo ładnie usytuowane w najstarszej lubomierskiej kamienicy z XVI wieku. Poza tym w tym roku swoje dziesięciolecie świętuje Galeria za Miedzą, miejsce kulturotwórcze, w którym odbywają się wystawy, występy muzyczne, spotkania z ciekawymi osobami. W trakcie Festiwalu odbywa się tam wystawa fotografii do filmu "Jasminum" Jana Jakuba Kolskiego. „Pozafilmowo” zaś mamy muzeum habitów oraz muzeum tradycji, sporo zabytków sakralnych, piękne okolice, ale kulturalny klimat Lubomierza tworzą przede wszystkim ludzie, zdolni artyści, którzy wybrali sobie nasze miasto lub gminę do zamieszkania. Jest to m.in. Dariusz Miliński, bardzo ważna postać, który w naszym regionie realizuje swoje pomysły. Założył chociażby muzeum legend śląskich w Pławnej, który przyciąga tłumy.

MH: Jak mieszkańcy odnoszą się do ekip filmowych, które w dalszym ciągu wykorzystują lubomierskie krajobrazy jako scenografię do wielu obrazów, a także do tłumu fanów, zjeżdżających rokrocznie na Festiwal oraz w ciągu całego roku?

WZ: Lubomierz czeka na aktorów, ekipy filmowe, fanów kina. W tym roku ma nas odwiedzić m.in. Tomasz Kot, Paweł Królikowski, Edward Linde-Lubaszenko, Hanna Śleszyńska. Aktorzy lubią do nas przyjeżdżać, bardzo chwalą sobie naszą atmosferę, zaprzyjaźnili się z Festiwalem. Mamy nawet zaułek filmowy z tablicami, które upamiętniają wizyty wszystkich naszych filmowych gości. Mieszkańcy także są bardzo entuzjastycznie nastawieni, to dzięki nim tworzymy ten Festiwal, bez ich optymizmu nie udałoby się nam go prowadzić. Zawsze mamy wielu wolontariuszy, mieszkańcy mocno się angażują, budzi się w nich inicjatywa. Każde sołectwo stara się promować miasto najważniejszymi dla niego produktami lokalnymi, nasze właśnie dzięki Festiwalowi przeżywa znaczne ożywienie mentalne i gospodarcze.

MH: Ile osób w takim razie odwiedza lubomierski Festiwal?
WZ: Nasze miasteczko liczy 2 tysiące mieszkańców, zaś w ubiegłym roku, jak mówią szacunki, w ciągu 3 dni przewinęło się około 50 tysięcy osób. Główna baza hotelowa gminy to gospodarstwa agroturystyczne. Goście przyjeżdżają z całej Polski, Trójmiasta, Wielkopolski, Małopolski. Widzimy też, że po każdej telewizyjnej projekcji "Samych swoich" pojawia się znaczne ożywienie w naszej lokalnej turystyce.

MH: Z tego wynika, że mimo że to już XV edycja Festiwalu, impreza nieustannie się rozwija.

WZ: Jak najbardziej, ale planujemy też wydarzenia filmowe poza Festiwalem. Mamy zamiar stworzyć krużewnicki, zaburzański skansen, zrekonstruować chaty, w których jeszcze przed przesiedleniem mieszkali Kargulowie i Pawlakowie. Poza tym angażujemy przestrzeń miejską do promocji filmowej. Chcemy na różne sposoby oznaczyć miejsca stricte filmowe. Np. tam, gdzie w filmie Wicia wskakiwał na konia na targu, na ścianie budynku jest obraz jednego z uczniów Dariusza Milińskiego z opisem, że owa scena była kręcona dokładnie tu. Planujemy również stworzyć i umieścić na Rynku mapę Lubomierza z zaznaczonymi miejscami związanymi z filmem. Dlatego też rewitalizujemy miasto, żeby można było pięknie wyeksponować te wszystkie okolice. Same pomysły jednak nie wystarczą, trzeba je realizować. W naszym planie rozwoju gminy niepoślednie miejsce zajmuje Festiwal jako coroczne ukoronowanie wszelkich działań, ale chcemy, żeby na co dzień działo się coraz więcej.

MH: A jakie nowości możemy znaleźć na samym Festiwalu?
WZ: W kościele pw. WNMP i św. Maternusa odbywają się koncerty muzyki filmowej. W dniu otwarcia w tym roku odbył się koncert muzyki filmowej Wojciecha Kuźniaka w wykonaniu Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Dolnośląskiej, w tamtym roku miał miejsce wspomniany już przeze mnie koncert muzyki Wojciecha Kilara. Uciekamy od festynowej atmosfery, najważniejsi są dla nas twórcy kina oraz filmowe atrakcje dla widzów, plenerowe pokazy, warsztaty filmowe i fotograficzne, konkursy. Chodzi przecież o to, by poczuć magię kina.